Świetlicki, Grzegorzewska, Grin „Orchidea”

Zafascynowany cyklem Marcina Świetlickiego, sięgnąłem po powieść kryminalną, w której powraca Mały Mistrz. I trzeba powiedzieć, że nadal jest w świetnej formie.

Książki Leave a comment

Stanisław Lem „Eden”

W zeszłym roku nie popisałem się czytelniczo, więc 2012 zaczynam od nadrobienia zaległości. Pomimo tego, że obiecałem sobie nie zaczynać kilku książek na raz i skończyć z równoległym czytaniem, na półce zebrało się kilka pozycji z pozatykanymi zakładkami. O samym „Edenie” nie wypada wręcz pisać, bo to klasyka. Jedna refleksja jest taka, że gdybym mógł kiedykolwiek komuś podsunąć komuś pomysł na grę, to wręczyłbym mu egzemplarz tej właśnie powieści.

Książki Leave a comment

Leszek K. Talko „Ratunku! Jestem ojcem…”

Obowiązkowa pozycja dla wszystkich ojców w szczególności tych świeżo upieczonych. Autor w lekki i przystępny sposób opisuje cienie i blaski tacierzyństwa. I nie jest to poradnik, prędzej ciekawa i dowcipna relacja z różnych sytuacji, z którymi muszą zmierzyć się młodzi rodzice.

Momentami jest jednak zbyt stereotypowy. Być może autor robi to świadomie, aby przejaskrawić i wyraźnie zarysować niektóre sytuacje i postawy. Bo przecież nie każda kobieta ma problemy z zatankowaniem samochodu, tak jak nie koniecznie marzeniem każdego mężczyzny jest siedzenie w fotelu i czytanie gazety.

Podsumowując, pozycja warta polecenia. Jeżeli drogi czytelniku nie masz dzieci i przeczytawszy tę książkę nadal jesteś zdecydowany, że chcesz je mieć, to znaczy że jesteś gotowy 🙂

Książki Leave a comment

Było minęło: Okno na świat

Na początku lat dziewięćdziesiątych elewacje domków i bloków w całej Polsce zaczęły przyozdabiać białe czasze anten satelitarnych. Za pośrednictwem tych anten, w szare i smutne postkomunistyczne mieszkania zaczęła wlewać się kolorowa, zachodnia fala programów. Dla mnie najważniejszym i z początku jedynym było MTV. Były to na tyle zamierzchłe czasy, że na kanale Music TeleVision faktycznie można było usłyszeć muzykę, a ściślej usłyszeć i obejrzeć teledysk.Poniżej te teledyski, które zrobiły na mnie największe wrażenie.

Continue reading »

Było minęło , Leave a comment

Dublet Chompski

Może kiedyś pojawią się osiągnięcia międzygrowe.

=

Gry, Osiągnięcia Leave a comment

A jednak się kręci!

Bez wątpienia można powiedzieć, że rok 2011 to rok gier niezależnych. Wszelkiej maści Indie paczki wyrosły jak grzyby po deszczu. Z początku kupowałem wszystkie, potem już tylko te, w których były interesujące mnie gry. Wstyd przyznać, ale z tej całej masy gier póki co wciągnęła mnie na razie jedna na tyle, że ją skończyłem. (gwoli usprawiedliwienia: w paczkach są gry które przeszedłem dawno temu, takie jak Bread, Trine czy World of Goo).

And Yet It Moves

Wydawca: Broken Rules (PC – kwiecień 2009)

Developer: Broken Rules

Długość: 4 godziny (osiągnięcia 12/30)

Gry Leave a comment

Purgatorium

Jest mi zimno. Wszystko wokół jest szare, rozmyte i spowite gęstą mgłą. Wilgotne powietrze wdziera mi się do płuc. Boję się ale jednocześnie czuję się spokojny. Nic mi nie grozi. W końcu jestem przecież martwy.

Mógłby tak powiedzieć główny bohater Limbo wkraczając w nieprzyjazny mu świat.

Nie ma sensu za bardzo rospisywać się o klimacie i mechanice Limbo. Nikt nie odda lepiej atmosfery Limbo jak Bruce Dickinson w „Fear of the Dark”. Limbo budzi sprzeczne uczucia. Niektórzy rozpływają się w zachwytach nad poetyckością, oniryczną atmosferą i niejednoznacznością. Inni krytykują twórców za brak pomysłu i graficzną prostotę. Mnie Limbo bardzo się podobał. Nie jest to przełomowa gra, jaką był Braid, ale gra się przyjemnie. Zagadki są dobrze wyważone a konstrukcja plansz sprawia, że chcemy brnąć dalej i dalej w mroczny świat.

Warto jeszcze wspomnieć o święcących jajach, które należy zebrać. Jest ich dziesięć i są nieźle poukrywane (bez wysiłku znalazłem 3, świadomie ominąłem następne 3 przechodząc grę za pierwszym razem, o pozostałe 4 musiałęm zapytać Wójka Google) ale nagroda za znalezienie wszystkich jest warta wysiłku. Otóż dostajemy dostęp do sekretnej planszy, która jest Crème de la crème wszystkich elementów gry. W dodatku, przez niemal całą planszę brniemy w ciemnościach, widząc na ekranie jedynie świecące oczy bohatera. Sporadycznie pojawia się lampa tylko po to, żeby naprowadzić nas na typ czekającej nas przeszkody. Reszta już tylko ze słuchu więc wskazane dobre słuchawki i ciemna, głęboka noc. Przejście planszy zajmuje 10 minut ale dla mnie było najlepszą częscią przygody z Limbo. Jednym słowem – polecam, tym bardziej, że grę można było kupić w absurdalnej obniżce w Czarny Piątek. Podejrzewam, że na święta będzie jeszcze taniej.

 

Limbo

Wydawca: Playdead (PC – sierpień 2011)

Developer: Playdead

Długość: 3 godziny (4,5 godziny z osiągnięciami 12/13)

Gry Leave a comment

Kupka wstydu bis

Crysis Warhead

Wydawca: Electronic Arts (wrzesień 2008)

Developer: Crytek

Długość: ok 6 godzin

Gry Leave a comment

Kupka wstydu

Każdy gracz ma swoją kupkę wstydu. Gry, które cierpliwie czekają w kolejce do ogrania. Mój osobisty rekordzista zalegał na tej kupce 4 lata. Crysis. Na długo zanim gra ukazała się w listopadzie 2007 roku wiedziałem, że muszę zagrać w tę grę w najwyższych detalach.Lubię dobre gry, ale elementem, który poza ogólną grywalnością ma dla mnie główne znaczenie, zawsze będzie grafika. I tak też Crysis czekał na odpowiedni moment. Przez ten czas zmieniałem kartę graficzną bodajże cztery razy. Za każdym razem, gdy przytaszczyłem do domu nowy sprzęt odpalałem na nim Crysis po to, żeby odłożyć go „do następnego razu”. W końcu, po czterech latach wszedłem w posiadanie maszyny, która dała radę Crysisowi w najwyższych detalach. I jest to – o ironio losu – notebook.

Nie ma sensu rozpisywać się na temat samej gry, bo napisano o niej wszystko. Mam za to unikalną okazję zestawić wrażenia z grania w Crysisa na tle dzisiejszych produkcji. Nasunęły mi się dwa pytania, na które spróbuję sobie odpowiedzieć.

Jak wypada Crysis w porównaniu do dzisiejszych gier akcji?

Pierwsza połowa gry zachwyciła mnie bezgranicznie. Dostałem dokładnie to czego oczekiwałem. Współczesne gry tego typu dość wyraźnie dzielą się na dwie kategorie: piaskownice (Just Cause) i oskryptowane kinówki (MW1,2,3). Crysis jest czymś po środku. Jest liniowy, czyli w ogólności naszym celem jest przejście od punktu A do punktu B. Ale wprowadza pewien poziom swobody, ponieważ możemy zdecydować, którędy pójdziemy (drogą, rzeką, przez krzaki) a także jaki styl konfrontacji obierzemy (skradanie, walka w dystansie albo w zwarciu). Każdy może dopasować sobie sposób pokonywania kolejnych etapów do własnego stylu gry. Ja osobiście preferuję skradanie się z okazjonalnym odstrzałem snajperskim i dokładnie w ten sposób mogłem grać. Jeśli ktoś preferuje styl „na Jana” to także nie będzie miał problemu z takim sposobem rozgrywki. Gra jest idealnie zbalansowana w tym elemencie. Nie lubię gier maksymalnie oskryptowanych, ponieważ nie mam wrażenia, że faktycznie uczestniczę w wydarzeniach. I dlatego rozczarowała mnie druga połowa gry. W pewnym momencie całą swoboda znika i chcąc nie chcąc musimy podążać jedyną słuszną ścieżką, wyżynając wszystkich w pień. W ogólnym ujęciu początkowy entuzjazm i późniejsze rozczarowanie zniosły się wzajemnie i sam gameplay nie pozostawił jakiegoś znaczącego wrażenia. Na szczęście pozostał ten element, dla którego od samego początku zapragnąłem zagrać w Crysis’a – grafika. A grafika jest fenomenalna. Pojawiają się czasami głosy, że Crysis do dziś dnia jest najlepiej wyglądającą grą. I być może do niedawna było to prawdą, ale są już na rynku gry, które wyglądają lepiej. Na przykład Crysis 2 (wyłącznie na PC ze wsparciem DX11 i wysokiej rozdzielczości teksturami) oraz nasze rodzime produkcje: Wiedźmin 2 i Hard Reset. Mimo to, większość współczesnych gier graficznie wygląda słabo jeśli postawimy je obok Crysis’a. I chociaż brakuje mu szeregu modnych obecnie trików i rozwiązań graficznych, to nadal wyróżnia się bogactwem i szczegółowością tekstur w przedstawianym świecie.

Jaki jest sens wydawania Crysis’a po 4 latach na konsole?

To w zasadzie informacja z ostatniej chwili. Crytec zdecydwał się wydać Crysis’a w cyfrowej dystrybcji na konsole, pomimo że do tej pory utrzymywał, że konsole nie uciągną takiej grafiki. Dlatego decyzja jest co najmniej kuriozalna. Można by pomyśleć, że Crytec po raz kolejny zakpił sobie z konsol i wydając Crysis. Ale z drugiej strony wiemy, że Crysis 2 został wydany na wszystkie platformy. Dlatego można to także odczytać wręcz przeciwnie, jako próbę rehabilitacji za podtrzymywanie tezy, że się nie da. Cóż, każdy sam może wyciągnąć wnioski oglądając porównanie, chociażby tutaj.

Konkluzja

Crysis budzi sprzeczne emocje. Dla jednych jest grą przełomową, dla innych bezwartościowym tech-demem. Crysis ukazał się w rok po premierze PS3 i dwa lata po premierze Xbox360 demaskując dysproporcje w technicznych możliwościach konsol i PC. Paradoksalnie zakończył tym samym wyścig w kierunku coraz doskonalszej grafiki. Wydawanie gier na wyłączność na PC już wtedy było biznesowo niezasadne. Można zatem stwierdzić, że po ukazaniu się Crysis’a ropoczał się czteroletni zastój w rozwoju grafiki. Chce przy okazji zaznaczyć, że nie jestem przeciwnikiem konsol. Gram na wielu platformach i uważam, że konsole w większej mierze niż PC przyczyniły się do rozwoju i popularyzacji elektronicznej rozrywki. Jednak tak jak na początku zaznaczyłem, fascynuje mnie od zawsze dobra grafika w grach i chciałbym dożyć czasów, gdy obraz generowany przez komputer będzie nie do odróżnienia od rzeczywistości. Dlatego cieszy mnie niezmiernie to, że wszystko wskazuje na to, że ten okres kończy się. Na horyzoncie jest już kolejna generacja konsol a gry takie jak Wiedźmin 2 czy BattleField 3 pokazują, jak mogą wyglądać gry, które nie są na siłę dopasowywane do możliwości technicznych jednostek GPU konsol.

 

Jacek „ynleborg” Grobelny

 

Crysis

Wydawca: Electronic Arts (listopad 2007)

Developer: Crytek

Długość: ok 16 godzin

Gry 2 komentarze

Śpiąca karta graficzna

Bez zastanowienia kupuję każdy kolejny Skromny Pakiet. Tym razem serwują nam na główne danie grę Voxatron, która wyróżnia się tym, że zamiast poligonów używa do generowania grafiki wokseli. Trafną analogią motoryzacyjną dla wokseli jest silnik wankla. Genialna konstrukcja, która w samochodzie osobowym pozwala osiągnąć moc ponad 230 koni mechanicznych przy pojemności 1300 centymetrów sześciennych. Niestety zużywając spore ilości paliwa i oleju silnikowego. Dlatego właśnie mało kto jest zainteresowany masową produkcją a obecnie jest bodajże tylko jeden produkcyjny model samochodu napędzany taką jednostką. Wracając do wokseli, sytuacja z nimi ma się podobnie. Od zarania dziejów konstrukcja kart graficznych oparta jest o przetwarzanie poligonów, więc gdy mamy do czynienia z silnikiem opartym na wokselach, nasz jednostka GPU może sobie spokojnie drzemać w czeluściach komputera. Cały ciężar przetwarzania grafiki zrzucany jest barki procesora, który nierzadko nie dawał sobie rady, gdy fantazja twórców gry wyprzedziła techniczne możliwości.

Jedną z największych porażek w starciu genialnej idei z technicznymi możliwościami ówczesnych komputerów była produkcja pod tytułem Outcast. Jakże sromotna była to porażka przekonałem się szukając materiałów do niniejszego artykułu. W angielskojęzycznej Wikipedii, pośród 41 różnych znaczeń terminu outcast, pozycja „Outcast (video game)” jest na ostatnim miejscu w kategorii „Other issues”…

O tym, że gra jest genialna, nie muszę przekonywać tych, którzy się z nią zetknęli. Jeśli natomiast są osoby, które nie miały tej przyjemności, to można ją kupić na naszym rodzimym Gog’u. Tam też ja zdobyłem moją legalną kopię,  zużywając na nią uciułane w znoju CDPunkty. Swoją drogą Gog odwala kawał dobrej roboty, powołując do życia te wszystkie starocie. W przypadku Outcasta znalazło się kilku zapaleńców pracujących nad modami wprowadzającymi wysoką rozdzielczość. Jak tylko ustabilizują się te poprawki, planuję jeszcze raz złożyć wizytę w świecie zamieszkanym przez sympatycznych Talan.

Wracając jednak do pierwszego kontaktu z gra. Byłem zdruzgotany, gdy mój komputer (Pentium 166MMX) poddał się w pewnym momencie uniemożliwiając mi kontynuowanie przygody. O ile jakoś sobie radził w zimowym i pustynnym otoczeniu, to w regionach o bogatszej roślinności poddawał się na całej linii. Posunąłem się wtedy do tak śmiałego kroku, że aż trudno mi dziś w to uwierzyć . Otóż pożyczyłem komputer od ojca kolegi. Dodam jeszcze, że nie był to bynajmniej jego prywatny komputer, tylko narzędzie pracy z Urzędu Miasta i Gminy, w którym to sprawował funkcję sekretarza. Całe to poświęcenie po to, aby do końca poznać przygodę na planecie Adelfia… Ale było warto.

Grafika oparta na wokselach, pomimo niskiej rozdzielczości, wyglądała wówczas magicznie w zestawieniu z kanciastymi poligonami Quake’a trzeciego czy Unreal Tournament, które miał premierę w 1999. Ale nie tylko grafiką stoi Outcast. Mamy jeszcze świetną muzykę, wykonaną przez Moskiewską Orkiestrę Symfoniczną, perfekcyjny na tamte czasy system sztucznej inteligencji, otwarty i bogaty świat gry oraz pozostającą na zawsze w pamięci fabułę. Belgowie ze studia Appeal stworzyli dzieło, które na zawsze pozostanie w panteonie gier niezwykłych. Séyat afar, Ulukaï!

Outcast

Wydawca: Infogrames (lipiec 1999)

Developer: Appeal

Długość: ? godzin

Ciekawe miejsca:

Profil gry na GiantBomb - http://www.giantbomb.com/outcast/61-2674/
Zajawka - http://www.youtube.com/watch?v=IaHTNj_hSl0
Projekt Open Outcast na CryEngine - http://www.openoutcast.org/wp/
Gog - http://www.gog.com/en/gamecard/outcast

 

 

 

Gry , , , , , , , Leave a comment